15:00, Wczoraj

Niedziecinne zniewagi w dziecięcym sporcie

Wołodymyr Bezubiak

Podczas międzynarodowego turnieju dziecięcego w Polsce ukraińska drużyna Ruch U-16 zetknęła się z zachowaniem, które nie ma żadnego usprawiedliwienia w sporcie — także tym dziecięcym. Chodzi o werbalne zniewagi, prowokacje polityczne oraz presję psychologiczną ze strony przedstawicieli polskiego klubu Raków Częstochowa podczas meczu półfinałowego. (Po ukraińsku poniżej)

Turniej La Future Stars w Polsce był dla naszej drużyny poważnym wyzwaniem. Przyjechaliśmy tam w nieoptymalnym składzie: część zawodników i trenerów była już zaangażowana w młodzieżową reprezentację Ukrainy, kilkoro dzieci chorowało. Jednocześnie dało to szansę młodszym piłkarzom — zawodnikom z rocznika 2011 — spróbować swoich sił na poziomie, na którym nie ma „łatwych” meczów. I z tym zadaniem nasi chłopcy poradzili sobie godnie: pierwsze miejsce w grupie, cztery zwycięstwa w pięciu spotkaniach, zdyscyplinowana i dojrzała gra jak na ich wiek.

Reklama Właśnie dlatego to, co wydarzyło się w półfinale przeciwko polskiemu Rakowowi, zasługuje na osobną rozmowę. Mówimy bowiem nie o piłkarskim epizodzie, lecz o symptomie znacznie głębszego problemu.

Zostaliśmy ostrzeżeni, że mecze z tym klubem często przebiegają w atmosferze prowokacji. Inne ukraińskie drużyny miały już do czynienia z obelgami, gestami, próbami sprowadzania rozmowy z piłki na politykę oraz jawnym okazywaniem pogardy wobec Ukraińców. Niestety, te ostrzeżenia się potwierdziły. Podczas meczu zetknęliśmy się z agresją słowną, presją psychiczną oraz zachowaniem, którego w żaden sposób nie można nazwać sportowym.

Zasadniczo ważne jest jedno: nie chodzi o konflikt pomiędzy dziećmi jako takimi. W wieku nastoletnim emocje, impulsywność i naśladowanie wzorców zachowań są zrozumiałe. W tej historii granicę przekroczyli jednak dorośli. Trenerzy, którzy powinni być przykładem. Ludzie, którzy kształtują środowisko, w którym dzieci uczą się reagować na stres, porażkę i rywala. Gdy to właśnie dorośli pozwalają sobie na obelgi, usprawiedliwianie agresji i demonstracyjną pogardę — nie ma to już nic wspólnego z futbolem. To kwestia braku etyki zawodowej.

Pomimo wszystkich okoliczności nasza drużyna rozegrała mecz do końca. Nawet grając w osłabieniu, nawet w sytuacji, gdy wszystkie sporne decyzje były interpretowane nie na naszą korzyść, chłopcy walczyli i ulegli dopiero w serii rzutów karnych. Dla mnie jako trenera to jest najważniejsze: zawodnicy Ruchu wytrzymali presję i nie złamali się.

Chcę to szczególnie podkreślić: z szacunkiem odnosimy się do Polski i narodu polskiego. Bardzo cenimy wsparcie, jakiego ten kraj udziela Ukrainie w czasie wojny. Jesteśmy szczerze wdzięczni za bezprecedensową zbiórkę środków na generatory, które pomogą ukraińskim miastom przetrwać zimę. I właśnie dlatego uważamy za niedopuszczalne przenoszenie zachowania pojedynczych przedstawicieli jednego klubu na cały kraj. Problem nie leży w narodowości ani we fladze, lecz w konkretnych ludziach i konkretnych decyzjach, które podejmują na boisku i poza nim.

Dziecięca piłka nożna nie jest „niższą ligą” dorosłej. To odrębny świat, w którym szczególnie ważne jest to, jakie granice wyznaczamy. Czy uczymy dzieci szacunku do rywala. Czy tłumaczymy im, że nawet w najtrudniejszych czasach są rzeczy, których nie wolno robić. I czy my, dorośli, jesteśmy gotowi brać odpowiedzialność za własne zachowanie.

Nasz klub nie pozwoli na poniżanie swoich wychowanków tylko dlatego, że są Ukraińcami. I dopóki ze strony Rakowa nie padną przeprosiny oraz nie zostaną wyciągnięte wnioski, nie uważamy za możliwe spotykanie się z tym klubem w przyszłych turniejach. Nie chodzi o urazy, lecz o zasady. Bo piłka nożna — zwłaszcza dziecięca — powinna pozostać przestrzenią gry, rozwoju i wzajemnego szacunku.

Jeśli zauważysz błąd, zaznacz odpowiedni tekst i naciśnij Ctrl + Enter, aby zgłosić to redaktorowi

Komentarz

Ostatnie wiadomości